Tak Walorek to łagodny i Świetny koń taki ładny i wogule ale szkoda że został sprzedany :( wszyscy bardzo bedziemy tesknic za nim bo to świetny koń.. walor ma wiele wielbicieelek:))
Zgadzam się, dziewczęta szalały za tym mężczyzną ;P Ma coś w sobie :D
Bardzo go lubiłam. Owszem trochę płochliwy, niestabilny, ale świetnie wyszkolony. Ufa jeźdźcowi o czym przekonałam się kilkakrotnie podczas wyjazdów w teren, gdzie zawsze szedł (nawet galopem) tam gdzie go poprosiłam. Nawet w drzewo ;) Oczywiście nigdy nie kazałam mu na nie wpaśc, ale zaufaniem mnie zauroczył... Na ujeżdżalni również idealny. Lubiany przez dzieci, gdyż zawsze chętnie wykonuje polecenia, np zagalopowania.
To na razie tyle. Może później coś dopiszę, bo o kochanym Walorku można dużo pisac.
O tak..Walor zasługuje na wiele pochwał. I wszyscy bedziemy go mile wspominać ;) Ciesze sie że jeszcze podczas ferii mogłąm przerzyc na nim tyle wspaniałych terenów! Niestety ostatnich...Ale róznie bywa.
Równiez co do wyglądu nie ma rzadnych zastrzerzeń ;)
Ale jego wbijajacy sie kłąb jest mało przyjemny podczas jazdy na oklep ;P
Ja tam bardzo lubiłam jeździc na nim na oklep :D Wystające kłęby mi nie przeszkadzają (potrafię się nie obijac o nie). A Jeżdżę na Wołyśku i kiedyś dużo na Nico na oklep wiec mam wprawe :P:P
Walor podobno wybijał.. ale mnie również to nie przeszkadzało :D
Mnie nic nie przeszkadza na to wygląda
Ja do Walora nie czuję nic mocnego, a tak w ogóle to NIC. Nigdy na nim nie jeździłam, ale widziałam jego zachowanie i słyszałam o nim dużo. Rzeczywiście jest bardzo ładny i ma charakterystyczne dwie skarpetki na lewych nogach. Widziałam jak na ujeżdżalni często nie chciał skakać i nie ładnie zagalopowywał, ale to też zależy od jeźdzca. Kiedyś chciałam na nim pojechać w teren, a pogoda była nie za ładna, to p. Marysia powiedziała mi żebym nie ryzykowała, bo on mi się wywali na prostej. Trochę dziwne, że nie jest taki stabilny. :P A tak to jest miły i łagodny.
Pan tego tematu był moją miłością stadninową,jak ogólnie wiadomo.Dwa lata minęły od Naszego uroczego,zimowego spaceru,który dobrze zapamiętała także Jagoda,z powodu dość mroznej pogody.
Dwa lata minęły pięknie,bo z Walorem,bo w słońcu,śniegu,uśmiechu i łzach w grzywie,wściekłości,rywalizacji,spokoju,stępie,galopie,stresie i smutku.
Zawsze był,jakoś tak podświadomie,w środku.
Uspokajał mnie wyjątkowo,napełniał pozytywną energią i nadzieją.Potrafiłam godzinami siedzieć z Nim (piszę Go z dużej litery,widzicie?) na pastwisku,mówić do uszu,oczu,chrap,prowadzić ten specyficzny monolog,a on stał,gapił się na mnie z dość dziwnym wyrazem pyska,jakby mówił 'Maryśka,albo bierzesz się w garść,albo zaraz po Tobie przegalopuję.Delikatnie.'
i szczerze pisząc,udawało Mu się mnie przekonać.
Tyle dla mnie zrobił,pokazał mi,że można!
Moje pierwsze ściganie,jazda na klepca (zresztą dość bolesna),rumak spektaklowy (niezapomniana rola rumaka Kunegundy),wspaniały próbno-hubertusowy koń,oraz łapówka.
'Jeśli chcesz przekupić Marysię,powiedz,że odstąpisz/przydzielisz Jej Walora na jazdę'
pewna Pani instruktor wiedziała,jak wywołać uśmiech na mojej zapłakanej twarzy ;)
Pamiętam taki obrazek sprzed półtora roku-Maja i Walor idą obok siebie,bez zadnego kantara,ani uwiązu,oboje powiewają pięknymi grzywami.
i nadal szklą mi się oczy na myśl,ze znika.przepraszam!

Postów: 70